Menu Mobile

+Witajcie,

od kilku lat w Wielkim Poście i Adwencie dostajecie od nas maile i zaproszenia do wspólnego czytania Słowa Bożego. Geneza tego pomysł sięga mojego osobistego doświadczenie trudności w czytaniu Pisma. Niby codziennie każdy z nas powinien w swoim życiu sięgać po księgę Pisma, jakoś jednak tak jest, że bardzo trudno to zrobić. Przez pewien czas czytałem Słowo z moim przyjacielem. Codziennie fragment, nawet bardzo krótki, ale codziennie. Z tego zrodził się pomysł strony Czytaj Słowo.

Plan jest taki, aby w każdym adwencie i wielkim poście przypominać sobie o czytaniu Pisma Świętego. Ponieważ łatwiej jest sięgnąć po lekturę, kiedy coś nas mobilizuje, wymyśliliśmy przychodzące codziennie maile. Po kilku edycjach okazało się, że codzienne czytanie rozdziału z kilkoma komentarzami dla wielu osób było bardzo trudne, a po kilku dniach zaległości kończyło się najzwyczajniejszym zaniechaniem czytania. Dlatego już w poprzednim wielkim poście zmniejszyliśmy częstotliwość wysyłania maili. Tak samo będzie w ten adwent. Maile będziemy wysyłać średnio co trzy dni. Nie oznacza to jednak zrezygnowania z pierwotnego założenia i zaproszenia do codziennego czytania Pisma. Chcemy umożliwić tym, którzy są na początku tej drogi spokojne wchodzenie w przestrzeń kontemplacji Słowa, a pozostałych bardzo zachęcamy, by codziennie – i nie tylko w adwencie i wielkim poście – wsłuchiwali się w Słowo Boga.

W najbliższym czasie chcemy przeczytać trzy listy św. Jana. Przed rozpoczęciem każdego z nich wyślemy Wam wstęp biblisty mieszkającego w Jerozolimie Pawła Trzopka OP. Do każdego rozdziału komentarz napisze Łukasz Wiśniewski OP obecnie mieszkający we Fryburgu. Stroną techniczną zajmą się moi przyjaciele małżeństwo Iwonka i Marcin Kwiatkowscy.

Każdy z nas chce jak najlepiej przygotować się do nadchodzących świąt. W czasie obchodów usłyszymy fragment Ewangelii św. Jana o tym, że Słowo stało się Ciałem. Niech to Słowo, które usłyszymy w trakcie najbliższego miesiąca stanie się konkretną drogą naszego życia.

Z serdecznymi pozdrowieniami,
Dawid Kołodziejczyk OP


Komentarz

1 List św. Jana

Prolog

1 [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - 2 bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione - 3 oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. 4 Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.

Bóg jest światłością i my mamy żyć w światłości

5 Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. 6 Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. 7 Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Należy zerwać z grzechem

8 Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. 9 Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. 10 Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.


Komentarz

Zupełnie nieoczekiwanie dla mnie samego, lektura pierszego rozdziału Pierwszego Listu św. Jana odkurzyła w mojej pamięci słowa, które Ludwik Wittgenstein umieścił we wstępie do swego bodajże największego dzieła Tractatus logico-philosophicus: Najważniejsze w tej książce jest to, co nie zostało napisane. Zdanie zaskakujące jak na wstęp do książki, zdanie pewnie trochę uwodzące (być może jedyne zdanie w książce, mające cokolwiek z uwodzenia), w końcu zdanie które można z pewnością różnorako zrozumieć. Osobiście patrzę na tę wypowiedź jak na opis ubóstwa słowa i jego funkcji służby. Słowo jest bowiem tylko, używając metafor, podobne do okna i do trampoliny. Jest oknem, które otwieram, by odsłoniła się przede mną jakaś rzeczywistość, ledwo przez to słowo uchwytna. Ponadto jest trampoliną, bym się dzięki niej odbił do własnego ruchu myśli, bym sam podjął refleksję, bym twórczo wkroczył w rzeczywistość, którą to słowo przede mną otwiera.

Nawet jeśli Wittgenstein miałby trochę inaczej rozumieć przytoczone powyżej zdanie, wydaje mi się, że jego treść można odnieść do mistycznych rozważażań Pierwszego Listu Jana, a może i nawet do całej Biblii. Ośmielę się zatem powiedzieć, mając nadzieję, że unikam bluźnierstwa, iż najważniejsze w Liście św. Jana jest to, co nie zostało napisane. Dlaczego tak myślę? Otóż dlatego, że list Jana, z jednej strony, jest ledwo marnym odblaskiem tego, o czym opowiada, jest zaledwie cieniem rzeczywistości, którą Jan ujrzał własnymi oczami, na którą patrzył i którą dotykały jego ręce. Z drugiej zaś strony, list ten jest tylko wstępem, zaproszeniem, a może prowokacją, by porwać serce adresata i by stworzyć w nim podatny grunt pod „objawienie Życia”. 

List Jana sprowokował mnie zatem do refleksji na temat ubóstwa słowa, nawet słowa natchnionego. Słowo jest ubogie, bo nie jest rzeczywistością, a tylko jej nośnikiem, przekazicielem, tylko do rzeczywistości odsyła. Ponadto słowo jest ubogie, bo nie daje żadnej gwarancji, że spowoduje jakąkolwiek reakcję w duszy. Może przecież wybrzmieć obojętnie lub zostać wprost zlekceważone. W swym podwójnym ubóstwie niesie ono jednak również podwójną nadzieję: nadzieję na to, że dobrze wypełnie swą funkcję sługi, tzn. że nikogo nie oszuka i nie zaciemni treści, którą w sobie niesie, ale ją wiernie odsłoni; oraz nadzeję na to, że nie będzie wypowiedziane na darmo, ale że doczeka się chwili, gdy rozgrzeje i poruszy serce. Nie po to jest przecież wypowiadane, by pozostać pustym dźwiękiem.

Gdy jednak pomyślimy, że treścią i rzeczywistością, o których dotąd mówiłem, treścią i rzeczywistością, do których słowo wprowadza, a które Jan w swej mistycznej wizji widział i dotykał, to życie samego Boga, oraz gdy pomyślimy, że skutkiem, na który słowo ma nadzieję, to narodziny Bożego życia w sercu człowieka, wówczas sobie uświadomimy, że podwójne ubóstwo słowa jest ubóstwem wobec dwóch misteriów: wobec wielkości treści, o której opowiada i wobec wielkości skutku, na który ma nadzieję.

Pozwólcie mi jeszcze na wtręt dominikański, gdyż początek jubileuszu prowokuje refleksje nad tym, co w naszym życiu istotne. Sadzę, że trzeba nam, kaznodziejom, odkrywać nieustannie ubóstwo naszego kaznodziejstwa, a może i parafrazować zdanie Wittgensteina, iż najważniejsze w naszych kazaniach jest to, co nie zostało wypowiedziane. Wypowiedzenie tego zdania, nawet o świętym tekście, przychodzi z łatwością. Gdy jednak ma ono dotyczyć naszego własnego kazania, przygotowywanego z pieczołowitoscią (oby z pieczołowitością, a nie tylko w pośpiechu pod prysznicem lub w McDonaldzie – to naprawdę przykłady z życia), to już trudniej przeciska się przez zęby. A jednak! Kaznodziejstwo jest ubogie, a najważniejsze w kazaniu jest to, co nie zostało wypowiedziane. Ubóstwo kaznodziejstwa rozgrywa się jednak między dwoma tajemnicami: tajemnicą Boga i tajemnicą ludzkiego serca, między którymi słowo jest tylko pośrednikiem.

1 List św. Jana

1 Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. 2 On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata.

Należy zachować przykazania

3 Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. 4 Kto mówi: "Znam Go", a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. 5 Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. 6 Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. 7 Umiłowani, nie piszę do was o nowym przykazaniu, ale o przykazaniu istniejącym od dawna, które mieliście od samego początku; tym dawnym przykazaniem jest nauka, którąście słyszeli. 8 A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w nas, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość. 9 Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. 10 Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. 11 Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.

Należy wystrzegać się świata

12 Piszę do was, dzieci, że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię. 13 Piszę do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku. Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście Złego. 14 Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego. 15 Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. 16 Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. 17 Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.

Należy wystrzegać się nauczycieli fałszu

18 Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. 19 Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha. 20 Wy natomiast macie namaszczenie od Świętego i wszyscy jesteście napełnieni wiedzą. 21 Ja wam nie pisałem, jakobyście nie znali prawdy, lecz że ją znacie i że żadna fałszywa nauka z prawdy nie pochodzi. 22 Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. 23 Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. 24 Wy zaś zachowujecie w sobie to, co słyszeliście od początku. Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu. 25 A obietnicą tą, daną przez Niego samego, jest życie wieczne. 26 To wszystko napisałem wam o tych, którzy wprowadzają was w błąd. 27 Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim. Ono jest prawdziwe i nie jest kłamstwem. Toteż trwajcie w nim tak, jak was nauczył. 28 Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci, abyśmy, gdy się zjawi, mieli w Nim ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu.

Mamy żyć jako dzieci Boże

29 Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego.


Komentarz

Nie wiem, czy zwróciliście kiedyś uwagę, że w trakcie obrzędu chrztu dzieci celebrans adresuje różne słowa do różnych osób: zwraca się w modlitwie do Boga, zwraca się do rodziców, do chrzestnych, i zwraca się również bezpośrednio, co może zaskakiwać, do małego bobasa, który jest przyniesiony do chrztu. I mam wrażenie, że to właśnie najważniejsze słowa, włącznie z samą formułą chrzcielną, są skierowane do małego dziecka, które nie dość, że nic z tych słów nie rozumie, być może nawet ich nie słyszy (zwłaszcza jeśli samo wydaje donośne dźwięki), to na dodatek ani tych słów, ani samego chrztu, nie będzie pamiętać.

Powstaje więc pytanie: Po co liturgia przygotowała taki zmyśny zabieg? Można by przecież wszystko wyjaśnić rodzicom, na których spoczywa obowiązek „katolickiego wychowania”, mając nadzieję, że w miarę rozwoju dziecka będą mu przekazywać prawdy wiary. Liturgia decyduje się jednak zupełnie świadomie na adresowania poważnych słów do małego dziecka, mimo że jest to zabieg zdecydowanie „na wyrost”. Oddaje on jednak charakter samego sakramentu chrztu, jak i każdej najmniejszej nawet łaski, mającej przecież swe źródło w łasce chrzcielnej, który jest nam dany „na wyrost”. Chrzest jest bowiem darem, który otrzymujemy, ale jest też powołaniem, do którego przez całe życie dorastamy, zarówno mały bobas, jak i świadomy, dorosły chrześcijanin.

No dobrze, jaki jest zatem związek chrztu z drugim rozdziałem listu św. Jana? Otóż sam Jan, gdy mówi dwukrotnie o namaszczeniu otrzymanym od Świętego, które w nas trwa, które nas poucza i które napełnia nas wiedzą, odsyła nas do tego sakramentu. I to właśnie moment chrzcielnego namaszczenia jest jednym z tych przykładów, gdy celebrans zwraca się bezpośrednio do dziecka: „Bóg Wszechmogący (...) namaszcza ciebie krzyżmem zbawienia, abyś włączony(a) do ludu Bożego, wytrwał(a) w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne.”

Namaszczenie – był to moment inauguracji misji tych, którzy byli szczególnie wybrani w ludzie pierwszego przymierza: proroków, kapłanów i królów. Chrystus – Namaszczony – jest dziedzicem i wypełnieniem tych trzech funkcji. Natomiast przez moment chrzcielnego namaszczenia stajemy się, my również, uczestnikami tej potrójnej godności. Każdy chrześcijanin staje się we chrzcie prorokiem, kapłanem i królem.

Wynikają z tego dwa interesujące wnioski. Wpierw – można wymienić wiele skutków chrztu: zmazanie grzechu pierworodnego, włączenie do wspólnoty wierzących, etc., lecz podstawową konsekwencją tego sakramentu jest osbiste wszczepienie w Chrystusa. Jest to niejako skonfigurowanie nas na sposób konfiguracji Chrystusa, aby mogła zachodzić między nami lepsza komunikacja; jest to jakby stworzenie w nas właściwego podłoża podatnego na przyjmowanie Bożych łask. Ponadto – wspomniana konfiguracja odbywa się na trzech polach. Mały bobas poprzez namaszczenie chrzcielne staje się prorokiem, kapłanem i królem. Prorokiem, by obwieszczać swoim życiem i słowem Dobrą Nowinę. Kapłanem, by oddawać swoje życie w ofierze Bogu. I królem, by kierować swoim życiem bezpośrednio w stronę osiągnięcia najważniejszego i ostatecznego celu, czyli zbawienia.

Słowa wypowiedziane do małego dziecka w trakcie chrztu są wypowiedziane zdecydowanie „na wyrost”. Przekraczają one jednak zdolności pojmowania nie tylko dziecka, ale każdego z nas, gdyż chrzest jest dla każdego z nas darem, ale i powołaniem, do którego całe życie dorastamy.

1 List św. Jana

1 Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. 2 Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. 3 Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się podobnie jak On jest święty.

Musimy unikać grzechów

4 Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem. 5 Wiecie, że On się objawił po to, aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu. 6 Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał. 7 Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. 8 Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. 9 Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.

Musimy zachować przykazania, zwłaszcza przykazanie wzajemnej miłości

10 Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata. 11 Taka bowiem jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. 12 Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A dlaczego go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe. 13 Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. 14 My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. 15 Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. 16 Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. 17 Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? 18 Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! 19 Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. 20 A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. 21 Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, 22 i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. 23 Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. 24 Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.


Komentarz

Lektura trzeciego rozdziału listu św. Jana postawiła przede mną pytanie, czyż nie jest prawdą, iż fundamentalnym wyborem, przed którym staje człowiek, to decyzja między oddawaniem życia i zabieranaim życia lub mówiąc jeszcze bardziej dosadnie między umieraniem i zabijaniem.

„Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą (...).

Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”.

Miłość i nienawiść. Umierać albo zabijać. Miłość - oddawanie życia, nienawiść – odbieranie życia.

Naturalnie rodzi się pytanie, czy nie mamy jakiejś innej opcji? Wydaje się przecież, że jest jeszcze jeden wybór, przynajmniej teoretyczny, między miłością i nienawiścią. Jest nim obojętność. Jednak jest ona perspektywą najgorszą, gdyż obojętność to decyzja na pozbawienie się wszelkich możliwości wyboru, to decyzja na wycofanie się z życia, a więc na pewien rodzaj samobójstwa.

Czy perspektywa św. Jana nie jest bardzo smutna? Czyż wedle niego wszystko w życiu nie zmierza do śmierci, a wybór człowieka między miłością a nienawiścią będzie w gruncie rzeczy tylko wyborem jakiegoś jej rodzaju? Pozornie tak mogłoby się wydawać. Św. Jan jednak dodaje:

„My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci”.

Możemy więc wyciągnąć następujący wniosek: Nienawiść to trwanie w śmierci, a miłość to jedyna droga na jej pokonanie. A zatem dobrowolna decyzja na umieranie z miłości jest jedyną drogą pokonywania śmierci.

Pora na przykład, przepraszam, że może nazbyt górnolotny: Gdy kilka lat temu  gdy odwiedziłem celę śmierci Maksymiliana Kolbe i gdy zobaczyłem w niej paschał, ofiarowany przez Jana Pawła II, poczułem ścisk w gardle. Uderzyła mnie siła kontrastu, który ujrzałem. Pośrodku obozu, który stał się przykładem i symbolem najciemniejszej strony człowieczeństwa, dzięki Maksymilianowi zabłysło i płonie do dziś światło Chrystusa. Decyzja na oddanie życia pokonała śmierć, pokonała całą fabryką śmierci, którą my, ludzie, sobie wymyśliliśmy.

Jan chce nam zatem powiedzieć, że miłość, czyli dobrowolna decyzja na oddawanie życia, jest jedyną drogą pokonania szaleńtwa śmierci.

Łukasz Wiśniewski, op

1 List św. Jana

Musimy strzec się Antychrystów i świata

1 Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. 2 Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. 3 Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie. 4 Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. 5 Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak [mówi] świat, a świat ich słucha. 6 My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.

Bóg jest źródłem prawdziwej miłości, wiary i życia

7 Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. 8 Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. 9 W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. 10 W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. 11 Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. 12 Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. 13 Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. 14 My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. 15 Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. 16 Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. 17 Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest [w niebie], i my jesteśmy na tym świecie. 18 W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.

O źródle miłości

19 My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. 20 Jeśliby ktoś mówił: "Miłuję Boga", a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. 21 Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego.


Komentarz

Pewien czas temu zdarzyło mi się nocować w celi gościnnej jednego z klasztorów. Gdy przyjechałem zaprowadzono mnie do bardzo ładnej i wygodnej celi. Wszystko pachniało nowością. Poczułem się jak w przyzwoitym hotelu średniej klasy. Gdy usiadłem w fotelu i zacząłem się rozglądać dokoła, to nie znalazłem tam jednak ani krzyża, ani świętego obrazka, ani Pisma Świętego. Przypomniał mi się od razu mój pobyt w Niemczech sprzed kilku tygodni, gdzie nocowałem w hotelu i gdzie na stole, zaraz po wejściu do pokoju, odkryłem egzemplarz Biblii.

Pewnie to przypadek, że w klasztorze poczułem się jak w hotelu, bo nie zainstalowano jeszcze krzyża na ścianie, a niemiecki hotel chciał mi zapewnić duchową strawę. Nie przywiązuję większej wagi do tej sytuacji, jednak zrodziła się we mnie dość gorzka refleksja: Czy ten zbieg okoliczności nie jest symboliczny i czy to nie paradoks, że poza klauzurą znalazłem to, na co miałem nadzieję, a czego nie dostałem, wewnątrz klauzury? Rozwijając tę myśl spytałem się siebie, czy nie ma czegoś paradoksalnego w fakcie, że bracia wyjeżdżają z klasztoru, by odbyć rekolekcje (zastrzegam, że jestem świadomy praktycznych korzyści wynikających tej decyzji)? Może rzeczywiście wewnątrz klauzury jest nam, zakonnikom, coraz trudniej odnajdywać Boga? Wydawałoby przecież, że św. Antoni Pustelnik, ojciec życia zakonnego, wyszedł na pustynię, która stała się jego klauzurą, przede wszystkim w poszukiwaniu Boga, a dla nas klauzura staje się coraz bardziej miejscem wygodnej ochrony (aż boję się pisać przed czym), niż uprzywilejowaną przestrzenią wsłuchiwania się w Boży głos?

Moje myśli nie zatrzymały się jednak, na szczęście, na biadoleniu nad zakonną gorliwość i osłabieniu ideałów, bo gdyby tak się zdało pozostałbym chyba jednym z wielu tych, którzy zrzędzą na innych, a sami nawrócić się nie chcą.

Pomyślałem dalej, że my, chrześcijanie, zawsze byliśmy i ciągle być musimy różni od świata. I tego od nas wymaga wierność Chrystusowi. Czy ta inność nas jednak czasem zbyt mocno nie kłuje? Jeśli jesteśmy solą ziemi, to jaką wartość dodaną tej ziemi dziś jeszcze przynosimy?

Każdy niemal rozdział pism świętego Jana przytacza opozycję: my i świat.

„Oni są ze świata (...). My jesteśmy z Boga”.

Chrześcijanie zawsze wiedzieli, że żyją w tym świecie, ale nie pochodzą z tego świata i ta świadomość dawała im wewnętrzną wolność, że nie muszą i nie mogą poddawać się wszystkim bieżącym nurtom i modom.

„Oni są ze świata (...). My jesteśmy z Boga”.

I niech tak pozostanie. Świat niech będzie światem, chrześcijanin chrześcijaninem, hotel hotelem, a klasztor klasztorem.

Łukasz Wiśniewski, OP

 

1 List św. Jana

1 Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził, i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. 2 Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, 3 albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie.

O źródle wiary i życia

4 Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. 5 A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? 6 Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo <Duch> jest prawdą. 7 Trzej bowiem dają świadectwo: 8 Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą. 9 Jeśli przyjmujemy świadectwo ludzi - to świadectwo Boże więcej znaczy, ponieważ jest to świadectwo Boga, które dał o swoim Synu. 10 Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga, kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu, jakie Bóg dał o swoim Synu. 11 A świadectwo jest takie: że Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. 12 Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia. 13 O tym napisałem do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne.

Epilog: Wartość i skuteczność modlitw a grzesznicy

14 Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. 15 A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili. 16 Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie; mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlono. 17 Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci. 18 Wiemy, że każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka. 19 Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego. 20 Wiemy także, że Syn Boży przyszedł i obdarzył nas zdolnością rozumu, abyśmy poznawali Prawdziwego. Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego, Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem wiecznym. 21 Dzieci, strzeżcie się fałszywych bogów!


Komentarz

Proponuję przeczytać piąty rozdział listu św. Jana jako medytację o wierze. Autor aż siedmiokrotnie posługuje się w nim słowem „wiara”. Mówi, że jest ona świadectwem o naszym Boskim pochodzeniu:

„Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził”.

Mówi również, że pośród wielu batalii, które w tym świecie toczymy, przyjęcie wiary jest zawsze naszym zwycięstwem:

„Wszystko, bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara”.

Przy okazji tych rozważań św. Jana rodzi się we mnie bardzo podstawowe pytanie: Dlaczego jedni ludzie wierzą, a inni nie?

Odpowiedzi mogą być tu z pewnością bardzo złożone. Część z nich znajduje się po stronie tajemnicy Boga, gdyż wiara jest nade wszystko Jego łaską. Część jednak można znaleźć też po stronie człowieka, który jest w stanie, bądź nie jest w stanie, wzbudzić w sobie odpowiednie predyspozycje do przyjęcia wiary. I tak refleksję w tym punkcie można by jeszcze ciągnąć godzinami. Chciałbym Wam jednak zaproponować, jako komentarz do piątego rozdziału listu Jana, modlitwę o wiarę. Jest to modlitwa za tych, którzy wierzą oraz za tych, którzy nie mają jeszcze tego szczęścia. Jest to modlitwa, byśmy wytrwali w naszej wierze lub ją dopiero odnaleźli, i byśmy, wszyscy, posiadając wiarę, mogli czuć się zwycięzcami w tym świecie.

Po raz pierwszy modlił się tymi słowami papież Paweł VI na zakończenie „Roku wiary” w 1968 roku:

“Panie, wierzę i chcę wierzyć w Ciebie.

Panie, spraw, żeby wiara moja była pełna, bez zastrzeżeń, żeby przeniknęła moje myśli, mój sposób sądzenia o rzeczach Bożych i o rzeczach ludzkich. O Panie, spraw, żeby wiara moja była dobrowolna, to znaczy żebym osobiście zgodził się na tę wiarę i przylgnął do niej, ażebym przyjął wszelkiego rodzaju wyrzeczenia i wszelkie obowiązki, jakie ona niesie z sobą; i żeby ta wiara wyrażała szczyty mojej osobowości. Wierzę w Ciebie, o Panie.

O Panie, spraw, żeby wiara moja była pewna, oparta na szeregu dowodów i wewnętrznym świadectwie Ducha Świętego, pewna dzięki swemu światłu, które dodaje otuchy, pewna, dzięki swym wnioskom, które uspokajają.

O Panie, spraw, żeby wiara moja była silna, żeby się nie lękała trudnych problemów, których pełno w doświadczeniach naszego życia, żeby się nie obawiała przeciwności ze strony tych, którzy wątpią albo którzy ją odrzucają, którzy jej zaprzeczają, ale żeby spoczywała na przekonaniu wewnętrznym, że to jest Twoja prawda; żeby zawsze moja wiara zwycięsko przechodziła ponad krytyką i ciągle się utwierdzała, przezwyciężała trudności dialektyczne i duchowe, na jakich upływa dzisiaj nasze życie doczesne.

O Panie, spraw, żeby wiara moja była radosna i żeby dawała pokój i szczęście mojemu duchowi, żeby usposobiła do rozmowy z Bogiem i do rozmów z ludźmi, tak żeby promieniowała tym świętym obcowaniem, świętym i ludzkim, i żeby dawała to szczęście, jakie płynie od kogoś, kto wiarę posiada.

O Panie, spraw, żeby wiara moja była skuteczna, i daj miłości mojej sposób, ażebym mógł tę wiarę wyrazić na zewnątrz i tak, aby powstała prawdziwa przyjaźń z Tobą, abym Ciebie przez moją działalność okazywał w cierpieniu, w oczekiwaniu ostatecznego objawienia, w ciągłym poszukiwaniu i dawaniu nieustannego świadectwa, żebym w tym wszystkim znajdował także pokarm dla ufności i dla nadziei.

O Panie, spraw, żeby wiara moja była pokorna, ażeby opierała się nie tylko na doświadczeniu mojej myśli i mojego uczucia, ale żeby była wzbogacona świadectwem Ducha Świętego i żeby nie szukała lepszej gwarancji niż w uległości Tradycji i autorytetowi Nauczycielskiego Urzędu Kościoła świętego. Amen.”

Łukasz Wiśniewski, OP

2 List św. Jana

Wstępne pozdrowienia

1 [Ja] prezbiter - do Wybranej Pani i do jej dzieci, które miłuję w prawdzie, i nie tylko ja sam, ale także wszyscy, którzy znają prawdę, 2 [a miłuję] ze względu na prawdę, jaka w nas trwa i pozostanie z nami na wieki. 3 Łaska, miłosierdzie i pokój Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, Syna Ojca, [niech] będą z nami w prawdzie i miłości! 4 Ucieszyłem się bardzo, że znalazłem wśród twych dzieci takie, które postępują według prawdy, zgodnie z przykazaniem, jakie otrzymaliśmy od Ojca.

Zalecenie miłości bratniej

5 A teraz proszę cię, Pani, abyśmy się wzajemnie miłowali. A pisząc to - nie głoszę nowego przykazania, lecz to, które mieliśmy od początku. 6 Miłość zaś polega na tym, abyśmy postępowali według Jego przykazań. Jest to przykazanie, o jakim słyszeliście od początku, że według niego macie postępować.

Ostrzeżenie przed nauczycielami fałszu

7 Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem. 8 Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. 9 Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce [Chrystusa], ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna. 10 Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, 11 albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów.

Zakończenie listu i pozdrowienia

12 Wiele mógłbym wam napisać, ale nie chciałem użyć karty i atramentu. Lecz mam nadzieję, że do was przybędę i osobiście z wami porozmawiam, aby radość nasza była pełna. 13 Dzieci twej Wybranej Siostry ślą ci pozdrowienia.


Komentarz

Jan mówi: „Miłuję w prawdzie”

Nie można oddzielić prawdy i miłości. Prawda i miłość to dwie siostry, bliźniaczki, które siebie nawzajem potrzebują, by rozbłysnąć w człowieku pełnią swego blasku.

Jeśli usiłujemy je rozdzielić, zrobimy z nich nic nie warte, a nawet groźne, karykatury. Miłość bez prawdy zostanie sprowadzona do ulotnego uczucia, które dziś jest, a jutro znika. Prawda zaś bez miłości przerodzi się w ideologię, która nie liczy się z człowiekiem. Moglibyśmy mnożyć przykłady, które obnażałyby małość obu karykatur: zarówno karykatury miłości, która nie jest w stanie przetrwać najmniejszej próby, jak i karykatury prawdy, w imię której człowiek jest gotów podnosić rękę na drugiego człowieka.

Rozważania o prawdzie i miłości zaprowadziły mnie do spojrzenia na miłosierdzie. Czyż bowiem miłosierdzie nie jest taką odsłoną miłości, która spotyka się z prawdą: zarówno z prawdą słabości i bezradności, która upokarza, jak również z prawdą wielkości, która podnosi?

Za obraz tej definicji miłosierdzia niech nam posłuży teologiczne spojrzenie na XX wiek. Był to czas, w którym człowiek sam siebie upokorzył, dopuszczając się okrucieństw i ludobójstw. Wielu wieściło śmierć człowieka oraz śmierć samego Boga, który pozostawał głuchy na bestialskie poczynania swego najpiękniejszego stworzenia.

Bóg jednak głuchy nie był. Tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska i dlatego poprze prostą zakonnicę i papieża przyniesiona została światu odpowiedź Boga na śmierć, którą człowiek sam sobie wymierzył. Tą odpowiedzią jest przypomnienia prawdy o Bożym miłosierdziu. Poprzez siostrę i papieża Bóg odpowiedział, że jedyną nadzieją człowieka jest Jego miłosierdzie. A gdy papież umarł, kaznodzieja pogrzebowy przypomniał słowa z jego  książki, niejako słowa testamentu mówiące, że ostateczną granicą wyznaczoną złu jest Boże miłosierdzie.

Miłosierdzie zatem to miłość, która spotyka się z prawdą: z prawdą o małości człowieka, lecz również z prawdą o jego wielkości, do której Bóg go wynosi.

Prawda i miłość to są dwie siostry, bliźniaczki, które siebie nawzajem potrzebują, by rozbłysnąć w człowieku pełnią swego blasku.

br. Łukasz Wiśniewski, op

 

3 List św. Jana

Wstępne pozdrowienia

  1 [Ja] prezbiter - do umiłowanego Gajusa, którego miłuję w prawdzie. 2 Umiłowany, życzę ci wszelkiej pomyślności i zdrowia, podobnie jak doznaje powodzenia twoja dusza.

Pochwała Gajusa i polecenie misjonarzy

3 Ucieszyłem się bardzo z przybycia braci, którzy zaświadczyli o prawdzie twego [życia], bo ty istotnie postępujesz zgodnie z prawdą. 4 Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, że dzieci moje postępują zgodnie z prawdą. 5 Ty, umiłowany, postępujesz w duchu wiary, gdy pomagasz braciom, a zwłaszcza przybywającym skądinąd. 6 Oni to świadczyli o twej miłości wobec Kościoła; dobrze uczynisz zaopatrując ich na drogę zgodnie z wolą Boga. 7 Przecież wyruszyli w drogę dla imienia Jego nie przyjmując niczego od pogan. 8 Powinniśmy zatem gościć takich ludzi, aby wspólnie z nimi pracować dla prawdy.

Nagana dla Diotrefesa

9 Napisałem kilka słów do gminy, lecz Diotrefes, który pragnie być pierwszym wśród nich, nie przyjmuje nas. 10 Dlatego, gdy przybędę, upomnę go za jego wystąpienia i złośliwe wypowiedzi przeciwko nam. A nadto, jakby mu jeszcze było tego za mało, odmawia on udzielania gościny braciom, a tym, którzy chcą to czynić, zabrania, a nawet wyklucza ich z Kościoła. 11 Umiłowany, nie naśladuj zła, lecz dobro! Ten, kto czyni dobrze, jest z Boga; ten zaś, kto czyni źle, Boga nie widział.

Pochwała Demetriusza

12 O Demetriuszu wszyscy dobrze świadczą, a nawet sama Prawda. Takie samo świadectwo wydajemy i my, a wiesz, że świadectwo nasze jest prawdziwe.

Zakończenie i pozdrowienia

13 Wiele mógłbym ci napisać, ale nie chcę użyć atramentu i pióra. 14 Mam bowiem nadzieję, że zobaczę cię wkrótce, i wtedy osobiście porozmawiamy. 15 Pokój niech będzie z tobą! Przyjaciele ślą ci pozdrowienia. Pozdrów imiennie każdego z przyjaciół!

 


Komentarz

 

Dobre świadectwo dane przez św. Jana o swych współbraciach, chrześcijanach,  Gajusie i Demetriuszu, nasunęło mi na myśl inne świadectwo, a właściwie wspomnienie pewnej rzymskiej pokojówki o Janie XXIII, przytoczone przez Hannę Arendt w nakreślonym przez nią portrecie papieża:

„Proszę pani, ten papież był prawdziwym chrześcijaninem, człowiekiem Chrystusowym. Jakże to możliwe? Jakim cudem ktoś taki zasiadł na tronie świętego Piotra? Przecież żeby mógł zostać papieżem, musieli go najpierw mianować biskupem, a potem biskupem i kardynałem. I co, nikt się nie zorientował z kim ma do czynienia?”… Widocznie nikt się nie zorientował. I całe szczęście.

Opowiastka po trosze śmieszna, po trosze tragiczna. Jest pewnie bardziej zabawą z czytelnikiem, niż rzeczywistym odczuciem. Rodzi ona jednak we mnie marzenie i refleksję na temat naszego chrześcijańskiego życia.

Marzenie jest następujące: Chciałbym, byśmy jako chrześcijanie tak żyli, aby nigdy nikomu nawet nie przyszło do głowy odróżnianie chrześcijan od prawdziwych chrześcijan, chrześcijan od chrześcijan rzeczywistych, chrześcijan od chrześcijan żyjących po Chrystusowemu.

I refleksja: Jak temu sprostać? Dam jedną podpowiedź: Być nowoczesnym! (uwaga: jest to nowoczesność bez kropki przed „N”). Na przekór tym wszystkim, którzy chcą nas zepchnąć do ciemnej piwnicy średniowiecza, chrześcijanin z samej swej definicji jest człowiekiem nowoczesnym. Już tłumaczę, o co mi chodzi.  Nie jest to nowoczesność rozumiana jako naśladowanie bieżących trendów (choć i takiej nowoczesności, a raczej „trendopodobności” nam nie brakuję, gdy w imię Chrystusa i pozornie dla Chrystusa próbujemy przykryć pustkę swego serca kuszącym wzrok opakowaniem). Moda mija, trend szybko się starzeje, a chrześcijanin ciągle niesie w sobie i do zaoferowania nowość, odradzające się życie, Tego, który odnawia wszystko. Nasza chrześcijańska pogoń za nowoczesnością, to odnawianie życia. A odnowa przychodzi tylko przez pogłębienie. Nowości chrześcijaństwa nie przyniesie się, nie pokaże i nie będzie się nią żyło inaczej, niż poprzez mozolne, pracowite, często obarczone ascezą, zstępowanie do źródła i odkrywanie źródła. Źródłem jest Ten, który odnawia wszystko.

Życzę Wam odkrywania nowości chrześcijańskiego życia, byśmy byli po prostu chrześcijanami. Wystarczy. To imię – chrześcijanin – jest samo w sobie zbyt bogate, by ozdabiać je jeszcze innymi przymiotnikami.

 

br. Łukasz Wiśniewski, op

Boże Narodzenie 2015

Witajcie,

to już ostatni mail w tej edycji Czytaj Słowo. Chciałbym w nim na początku bardzo podziękować. Dziękuję moim przyjaciołom Iwonce i Marcinowi Kwiatkowskim za cały serwis techniczny. Dzięki ich pracy strona wygląda dobrze, maile docierają do adresatów, a uwierzcie mi nieraz kosztowało ich to długie godziny nocne. Dziękuję bardzo Pawłowi Trzopkowi OP i Łukaszowi Wiśniewskiemu OP moim braciom w Zakonie. Pawłowi jak zawsze za gotowość do pomocy, otwartość i napisanie wstępów biblijnych do listów. Łukaszowi za pomimo różnych obowiązków skomentowanie wszystkich rozdziałów listów św. Jana. Dziękuję Wam wszystkim, którzy czytacie Słowo. Bez Was nasza praca nie miałby sensu.

Ponieważ za kilka godzin rozpoczniemy świętowanie Bożego Narodzenia, chciałbym złożyć Wam życzenia. Życzę żebyście w czasie Święta odpoczęli od codziennych zajęć i wpatrując się w naszego Pana umieli zobaczyć miłość Boga, który stał się człowiekiem, by móc być jeszcze bliżej nas. Niech doświadczenie bliskości Boga będzie Waszą codziennością.

Dawid Kołodziejczyk OP  


Komentarz

Słowo na e-mail


Idea

Ponad dziesięć lat temu mój przyjaciel Michał, z którym wtedy rozmawiałem o głupotach przekazał mi bardzo prostą myśl dotyczącą poznawania Boga. Miałem, choćby mały fragment, ale codziennie czytać Pismo Święte.

Przez wiele lat doświadczałem i doświadczam trudu zmagania się ze sobą w tej sprawie. Coraz częściej odkrywam też, że wiele osób przeżywa tą samą trudność. Niby zatrzymanie się na kilka minut i sięgnięcie po Pismo nie powinno być trudne, a jednak…

Kiedy ruszaliśmy z pomysłem strony Czytaj Słowo wiedziałem, że zdecydowanie łatwiej jest czytać we wspólnocie. Wspólnota jest po to, żeby dać oparcie i pomóc, zmobilizować, ale też ułatwić zrozumienie Słowa. Elektroniczna, czy wirtualna wspólnota – takie wyrażenie nawet we mnie samym rysuje uśmiech, ale mimo wszystko mam głębokie przekonanie, że dla wielu z nas elektronika będzie bardzo pomocna.

Ufam, że ten pomysł może dla wielu z Was być pomocny w poszukiwaniu Boga.

Biblijny wstęp do listów

Pierwszy List św. Jana

List ten należy do grupy pism Nowego Testamentu określanych już od starożytności mianem listy katolickie, czyli powszechne. Chodzi o listy, które nie są autorstwa św. Pawła ani nie były mu przypisywane. Nie posiadają też konkretnego adresata, lecz mają charakter listów okólnych, przeznaczonych do czytania w wielu wspólnotach chrześcijanskich.

Pismo to zaskakuje już samą swoją formą literacką. Nie znajdziemy w nim elementów charakterystycznych dla starożytnych listów. Nie ma adresu, nie ma przedstawienia poruszanych zagadnień, nie ma pozdrowień w zakończeniu. Wielu biblistów sądzi, że pierwotnie nie był to list, lecz spisany zbiór pouczeń czy katechez skierowanych do wspólnoty.

Rzucają się w oczy wyraźne podobieństwa do Ewangelii wg św. Jana. Jeśli chodzi o strukturę dzieła, łatwo można zauważyć odpowiadające sobie elementy:

  • Prolog Listu (1 J 1, 1-4) i prolog Ewangelii (J 1, 1-18)
  • Pierwsza część Listu (1 J 1, 5 – 3, 10: Bóg jest Światłością i my mamy chodzić w Światłości) i Księga Znaków w Ewangelii (J 1, 19 – 12, 50: Słowo-Światłość przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli)
  • Druga część Listu (1 J 3, 11 – 5, 12: Dobra Nowina, że mamy miłowaćć siebie nawzajem, jak Ojciec umiłował nas w Jezusie Chrystusie) i Księga Chwały z Ewangelii (J 13, 1 – 20, 29: Tym, którzy je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi)
  • Cel napisania Listu (1 J 5, 13-21) i cel napisania Ewangelii (J 20, 30-31).

Występują także podobieństwa w użytej terminologii (światłość, ciemność, życie, Ojciec, Syn, trwać w, widzieć, świadczyć, wierzyć), a także charakterystyczne dla Janowej teologii zestawiania przeciwstawnych pojęć (życie – śmierć, chodzić w światłości –  chodzić w ciemności).

Kwestia autorstwa 1 J jest dość skomplikowana. W samym tekście nie znajdujemy jasnych wskazówek na temat tego, kto jest jego autorem. Nie pojawia się żadne imię ani wskazówka co do tożsamości pisarza. Już w II wieku św. Ireneusz z Lyonu cytował fragmenty 1 i 2 J  wskazując na autorstwo Jana Apostoła. Tradycja powszechnie przyjmuje, że autorem 1 J jest Jan Ewangelista. Warto jednak odnotować, że wskazywano również na autorstwo Jana Prezbitera (różnego od Ewangelisty) lub Jana Wizjonera, który miałby być również autorem Apokalipsy. Często pojawia się również hipoteza „szkoły Janowej”. Według niej u korzeni wszystkich pism wchodzących w skład „korpusu Janowego” (czyli Ewangelii, trzech Listów i Apokalipsy) miałby stać Umiłowany Uczeń z Czwartej Ewangelii. Po jego śmierci (por. J 21, 20-23) nastąpił kryzys i rozłamy w zgromadzonej przez niego wspólnocie. W efekcie pojawiła się potrzeba spisania nauki Naocznego Świadka, by zapewnić wspólnocie solidne podstawy jej tożsamości. Zająć się tym mieli ci, którzy po śmierci Ucznia podjęli odpowiedzialność za wspólnotę. Dzięki ich pracy – cały czas w wierności posłaniu Umiłowanego Ucznia – miały powstać ostateczne wersje pism Janowych.

Czas powstania Pierwszego Listu Jana zazwyczaj określa się na ostatnie lata I wieku. Zdania badaczy są natomiast podzielone, jeśli chodzi o to, czy list został napisany przed czy po powstaniu ostatecznej wersji Czwartej Ewangelii oraz 2 i 3 J. Wydaje się, że na to pytanie nie sposób znaleźć przekonującej odpowiedzi.

Adresatami Pierwszego Listu Jana są członkowie wspólnoty chrześcijańskiej, która doświadcza poważnych trudności i rozłamów. Autor zwraca się do tych, którzy przy nim wytrwali. Zachęca do trwania w jedności, w miłości braterskiej. Podziały, jakie pojawiły się we wspólnocie, były spowodowane zapewne przez tych, którzy głosili tezy teologiczne będące w sprzeczności z tym, co głosił Autor. W tekście 1 J znajdziemy poważną krytykę tych, którzy zaprzeczają, że Jezus jest Mesjaszem (gr. Christos, 2, 22), nie uznają Syna (2, 23) i nie uznają Wcielenia Syna Bożego (4, 2-3). W odpowiedzi na te heretyckie tezy rozłamowców Autor 1 J przedstawia cały szereg krótkich stwierdzeń teologicznych, które wyrażają wyznawane przez niego (i jego wspólnotę) prawdy wiary: Jezus jest Mesjaszem (5, 1), przyszedł w ciele (4, 2), jest Synem (2, 23; 3, 23; 5, 11-12), jest Synem Bożym (1, 3.7; 3, 8.23; 4, 9.10.15; 5, 5.9.10.11.12.13.20), przyszedł przez wodę i przez krew (5, 6). Stwierdzenia z prologu Listu (co było od początku, cośmy usłyszeli… co ujrzeliśmy własnymi oczyma, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce) mają podkreślić autorytet Autora i jego prawo do rozsądzania, kto wyznaje prawdziwą naukę. Wydać wyraźnie, że najważniejsze dla Autora są prawdy dotyczące tego, Kim jest Jezus. Herezje chrystologiczne, jakich ślady odnajdujemy w 1 J, w kolejnych wiekach będą się rozwijać w doketyzm, monofizytyzm, czy gnozę.

Autor natchniony wielką wagę przykłada do jedności wspólnoty. Zasadą jej życia ma być aktywna miłość braterska na wzór miłości, jaką Ojciec umiłował Syna. Tu także znajdziemy odniesienia do wypowiedzi Jezusa z Czwartej Ewangelii, zwłaszcza z mów pożegnalnych (r. 13-17).

Pierwszy List Jana jest świadectwem trudności i rozłamów we wspólnocie chrześcijańskiej, a także sposobów radzenia sobie w takiej sytuacji. Jest szkołą bezkompromisowej wierności objawionemu Słowu i zachowania jedności dzięki wzajemnej miłości.

Na koniec przytoczę słowa jednej z moich znajomych, którymi podzieliła się niedawno ze mną: „Przeczytałam Listy Św. Jana. Wcale nie są takie trudne. Nawet bez komentarza można wyczytać wiele i wiele zabrać do serca, zwłaszcza z Pierwszego Listu”.

Życzę owocnego zbierania do serca tego, co wspólnie podczas Adwentu wyczytamy.

Paweł Trzopek OP

Drugi List św. Jana to najkrótsze pismo Biblii – jeśli weźmiemy pod uwagę ilość wersetów. Grecki tekst składa się z 245 słów / 1126 liter. 2 J posiada formę literacką listu z typowym dla literatury tamtej epoki adresem i końcowymi pozdrowieniami. Jest datowany na samą końcówkę I wieku.

Autor przedstawia się jako Prezbiter, czyli Starszy. W Nowym Testamencie terminem tym są określani przełożeni chrześcijańskich wspólnot. Wydaje się, że pod koniec I wieku, kiedy powstawał ten tekst, nie istniał jeszcze wyraźny podział na trzy stopnie odpowiedzialności: diakonat, prezbitera i episkopat. O ile rola diakonów bardzo wcześnie została ustalona przez samych Apostołów (zob. Dz 6, 1-7), o tyle role prezbiterów i biskupów nie były jeszcze jasno rozgraniczone. W 1 P 2, 25 to sam Chrystus jest nazwany „Pasterzem i Stróżem (gr. episkopos = biskup) dusz waszych”.

Prezbiter zwraca się do Wybranej Pani. Chodzi o konkretną wspólnotę kościelną, ekklesia. Co ciekawe, podobną personifikację znajdziemy w pochodzącym z tego samego czasu dziele Pasterz Hermasa. W kolejnych scenach stara kobieta staje się coraz młodsza i coraz piękniejsza. Bohater dowiaduje się, że jest to właśnie Ekklesia, która odmładza się i odnawia czyniąc pokutę.

List jest zachętą do pielęgnowania więzi wzajemnej miłości. Podobnie jak w 1 J, miłość jest określona jako postępowanie według przykazań Jezusa. Autor ostrzega jednak swoich adresatów przed trudnościami, jakie na nich czyhają ze strony tych, co głoszą fałszywe nauki.

Ostrzeżenie przez herezjami dotyczy dokładnie tej samej kwestii, co w Pierwszym Liście, a mianowicie prawdy o Wcieleniu Słowa. Prezbiter nie przebiera w słowach. Ten, co głosi kłamstwo, jest zwodzicielem i antychrystem. Ostatni termin odnosi się nie tylko do kogoś, kto staje przeciw Chrystusowi. Grecki anti- oznacza także wejście na czyjeś miejsce. Anty-Chrystem byłby więc ktoś, kto uzurpowałby sobie prawo do wchodzenia na miejsce Chrystusa, pozbawiania Go autorytetu, zastępowania Jego nauczania swoim. W późniejszej tradycji teologicznej widziano ścisły związek między antychrystem z Listów Janowych a tajemniczą postacią Człowieka Grzechu, Syna Zatracenia, Niegodziwca (2 Tes 2, 1-12), który ma się pojawić pod koniec czasów.

Drugi List św. Jana niewątpliwie pochodzi ze środowiska ukształtowanego przez świadectwo Umiłowanego Ucznia. Trudno jednoznacznie zidentyfikować autora. Niewątpliwie był on przełożonym wspólnoty kościelnej (Wybranej Siostry), posiadał duży autorytet w sąsiednich gminach. Jego teologia jest bardzo podobna do teologii Pierwszego Listu. Warto też zauważyć, że już w II wieku znajdziemy u Papiasza wzmiankę o Janie Prezbiterze, który żył w Efezie w tym samym czasie, co Jan Apostoł. Być może więc to właśnie ten człowiek, należący do grona bliskiego Apostołowi, był autorem 2 i 3 J? Współczesna biblistyka nie umie jednak udzielić przekonującej odpowiedzi.

Paweł Trzopek OP

Trzeci List św. Jana może śmiało konkurować z Listem Drugim o miano najkrótszego tekstu biblijnego. O ile 2 J ma najmniej wersetów, o tyle 3 J ma najmniej słów i liter w oryginalnym tekście greckim (219 słów i 1105 liter).

Podobnie jak 2 J, także i to pismo posiada wszystkie elementy typowego listu z przełomu I i II w. po Chr. Ten sam autor – Prezbiter – zwraca się tym razem do Gajusa. Był on zapewne odpowiedzialnym za jakąś gminę kościelną, nad którą czuwał także Prezbiter.

Autor poleca pieczy Gajusa wędrownych głosicieli Ewangelii, którzy krążą pomiędzy wspólnotami dając świadectwo wiary i radykalizmu (zob. w. 7). Taka instytucja wędrownych kaznodziejów, którzy na wzór Apostołów, a zwłaszcza św. Pawła, wędrowali od miasta do miasta głosząc Prawdę, była znana w starożytnym Kościele. Zazwyczaj byli serdecznie przyjmowani przez chrześcijan w kolejnych miejscowościach – zwłaszcza gdy przynosili wieści z innych wspólnot lub mieli listy polecające od kogoś obdarzonego autorytetem. Na ile można to dziś stwierdzić, takich wędrowców obowiązywały ścisłe reguły. Nie mogli korzystać z gościnności danej wspólnoty dłużej niż przez trzy dni, aby nie stawać się ciężarem dla gospodarzy.

Czasami dochodziło jednak do nadużyć. Wędrowni charyzmatyczni kaznodzieje nie zawsze głosili prawdziwą naukę chrześcijańską. Wzmianki o takich fałszywych głosicielach znajdziemy wielokrotnie choćby u św. Pawła (np. 2 Kor 11, 13; Ga 1, 8-9; 2, 4) czy w Drugim Liście św. Piotra (2, 1nn) i w Liście św. Judy (w. 4). Przełożeni wspólnot często więc na wszelki wypadek w ogóle zabraniali wędrownym kaznodziejom głoszenia w ich miejscowościach. Echo takiej sytuacji mamy zapewne w 3 J, kiedy Prezbiter przywołuje postać Diotrefesa i karci jego postępowanie: wywyższanie się, odrzucanie autorytetu oraz wykluczanie ze wspólnoty wędrownych głosicieli. Prezbiter ma zamiar użyć swojej pozycji, by skorygować złe działanie Diotrefesa.

Na przykładzie tej sytuacji widać, że już od pierwszych dziesięcioleci życia Kościoła istniało napięcie między hierarchią (reprezentowaną tu przez Diotrefesa) a charyzmatem (czyli wędrownymi głosicielami). Żeby zachować jedność i unikać rozłamów, potrzeba mądrych pasterzy – takich jak Prezbiter – którzy z jednej strony umieją czuwać nad ortodoksją charyzmatyków, a z drugiej – przełamują opory skostniałych struktur hierarchii.

Jeśli zaś chodzi o autorstwo i czas powstania, powszechnie uważa się, że 3 J (podobnie jak 2 J) wyszedł pod koniec I wieku spod pióra autora należącego do tzw. Szkoły Janowej i blisko związanego z Umiłowanym Uczniem.

Paweł Trzopek OP

 

Autorzy

Twórcy

Dawid Kołodziejczyk OP

Dominikanin, urodził się w 1981 roku w Rzeszowie. Absolwent Technikum Elektronicznego do Zakonu wstąpił w 2001 roku. Ukończył Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie. Jako kapłan pomagał narzeczonym w przygotowaniu się do ślubu, zajmował się grupami studenckimi, prowadził duszpasterstwo rodzin i koordynował kilka projektów remontowych.

Obecnie mieszka w Warszawie, gdzie prowadzi katechezy dla narzeczonych oraz jest jednym z trzech braci odpowiedzialnych za finanse dominikanów. 

Marcin Kwiatkowski

ur. 1981, absolwent Technikum Elektronicznego w Rzeszowie oraz wydziału informatyki WSISiZ w Warszawie. Wspólnie z żoną Iwoną prowadzi firmę Animativ, realizującą projekty internetowe, która w projekcie Czytaj Słowo jest odpowiedzialna za wszelkie sprawy techniczne.

W życiu osobistym szczęśliwy mąż i dumny tato Karolinki (9 lat) i Kamila (10 lat) :-)